sobota, 14 maja 2016

7. "Przecież to jest kobieta..."



   Ostatni konkurs w Vikersund odbywał się w walentynki, więc Ada była przygotowana na randkę z maratonem Daredevila i może winem, które początkowo miała spożyć z Marisą. Oczywiście nie chciała, żeby się zmarnowało. W końcu Marisa i tak nie wracała na noc, a jutro miały wyjeżdżać, więc po co taszczyć ze sobą dodatkowe obciążenia? Myślała po prostu pragmatycznie.
     Ostatni raz widziała przyjaciółkę w ramionach Stefana po zakończonym konkursie. Zajął dobre, drugie miejsce, więc drużyna była w dobrych humorach. Szybko pogratulowała chłopakom i wróciła do hotelu.
     Sama Ada nie była w wyśmienitym humorze. 14 luty nigdy nie napawał jej optymizmem, w dodatku dostała miesiączkę. Funkcjonowała tylko i wyłącznie na lekach przeciwbólowych i najchętniej nie ruszałaby się z łóżka. Przyszła jednak kibicować pod skocznię, a oglądanie długich lotów i ciekawego konkursu podniosło ją trochę na duchu. Starała się ignorować z całej siły zakochane pary, które okazywały sobie wzajemnie uczucia. Było to cholernie trudne, gdyż w ten dzień takie przypadki wzrosły o 500%. Zacisnęła tylko zęby przyjmując neutralny wyraz twarzy, chociaż wewnętrznie rozsadzało ją od środka.
     Dotarła w ekspresowym tempie do wynajmowanego z przyjaciółką pokoju hotelowego. Chłonęła przez chwilę miłe ciepło z podkręconej klimatyzacji. Na pewno zapamięta Norwegię przede wszystkim z nieznośnego zimna. Rozebrała się, kiedy miała już pewność, że ogrzała się wystarczająco. 
     Skrzywiła się, kiedy kolejna fala bólu rozprzestrzeniła się po jej podbrzuszu. Zagryzając zęby doczłapała się do walizki wyjmując jakieś pastylki rozkurczowe. Przełknęła dwie i nie czekając na to, aż zaczną działać sięgnęła po luźne ciuchy na zmianę i poszła do łazienki.
      Praktycznie zasnęła w wannie, rozluźniona i zrelaksowana do granic. Z telefonu leciały jej ulubione piosenki a w powietrzu unosił się kwiatowy zapach płynu do kąpieli. Udało jej się nawet wyłączyć myślenie i po prostu rozkoszowała się chwilą dla siebie.
     W pewnej sekundzie usłyszała dźwięk nowej wiadomości z telefonu. Niechętnie spojrzała na wyświetlacz. Znów ktoś wróżył jej miłość, jeśli tylko odpisze na sms. Prychając usunęła szybko spam i zajrzała na snapchata, widząc nowe powiadomienie.
     Brat wysłał jej urocze zdjęcie z Pauliną w ramionach. Otaczały ich świece i milion wklejonych serduszek. Uśmiechnęła się pod nosem odkładając telefon. Cieszyła się ze szczęścia brata. Lubiła Paulinę, choć nie znały się dobrze. 
     Chcąc nie chcąc, poczuła ukłucie w sercu. Mogła udawać przed całym światem i samą sobą, jednak nie oszuka nikogo. Zazdrościła szczęśliwym parom szczęścia i wzajemnej więzi. Kiedy myślała, że z Dawidem uda jej się zbudować coś trwałego i solidnego los powiedział jej, że jest naiwna i głupia. Postanowiła więc wytrzymać w postanowieniu, iż nikogo do szczęścia nie potrzebuje. Była samowystarczalna i samodzielna... przez większość czasu. 
      Z wanny wygoniła ją praktycznie chłodna woda. Przebrała się w dresy i nałożyła odżywkę na mokre włosy. Skrzywiła się oglądając swoje odbicie. Bez podkładu jej cera straciła wiele ze swojej nieskazitelności. Brwi były ledwie widoczne niczym nie podkreślone, rzęsy białe od nałożonej odżywki, a pod oczami rozgościły się ciemne cienie. Nieciekawą sytuację twarzowo-wizualną podkreślał tłusty krem, dzięki któremu świeciła się jak choinka w Boże Narodzenie. Dodać do tego wygląd zmokłej kury oraz znoszone ubrania i mamy Adę w całej swojej naturalnej piękności.
- No to idziemy w bal... - Rzuciła do swojego odbicia i wyszła z łazienki. 
     Uruchomiła laptopa i położyła na stoliku. Dorwała opakowanie ciastek i czekoladę rzucając je obok. Zaczęła zastanawiać się, jakim cudem otworzy wino, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.
     Momentalnie zbladła. Nie to, że była obecnie niewyjściowa... ale była naprawdę niewyjściowa. Pomyślała, że przecież wcale nie musi otwierać. Będzie udawała, że jej nie ma...
- Ada! Pospiesz się! Nie mam rąk... - Usłyszała głos Michiego. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o tryb ninja. Z bijącym sercem podeszła do drzwi i otworzyła je powoli.
    Hayboeck stał obładowany niczym stragan odpustowy. Pod pachą trzymał ogromne białe... coś. W tej samej ręce ściskał wino. W drugiej kilka paczek chipsów a na ramieniu miał sportową torbę. Ada nie wiedziała co robić, więc gapiła się na niego z rozdziawionymi ustami.
- Chora jesteś? - Usłyszała jego zdziwiony głos. Próbowała zebrać myśli.
- Nie... po prostu nie mam makijażu na sobie... - Próbowała poprawić włosy w żałosnej próbie poprawy wizerunku. - Co ty...?  - Zapytała łapiąc w powietrzu paczki chipsów, które wyleciały mu z ręki kiedy badał ją wzrokiem. 
- Nasz pokój ze Stefanem będzie dzisiaj... zajęty, więc chyba będę cię musiał prosić o gościnę... - Wszedł do środka stawiając wino na szafce obok drzwi. Ada tylko mrugała zszokowana. 
- Mhmm... - Zdołała wydusić. Po chwili Michi z wielkim uśmiechem odwrócił się do niej wyjmując spod pachy białe coś.
     Białe coś okazało się być dużym misiem trzymającym w łapach czerwone serduszko. Wielkie, czarne oczy patrzyły się na nią powodując jeszcze większy szok. 
    Musiała stać tak przez dłuższy czas, gdyż na ziemię ściągnął ją jego głos.
- Wszystkiego najlepszego. Wiem, że nie ma zbytnio czego świętować, ale samotność jest jeszcze bardziej do dupy...  - Powiedział szczerząc się do niej jak dzieciak w podstawówce.
- Właściwie na nic więcej nie liczyłam, dziękuję... - Wzięła od niego misia, nie mogąc wyjść z szoku. - Nie trzeba było... - Wyjąkała przytulając pluszaka.
- Trzeba było. Marisa mówiła, że masz paskudny humor tego dnia... - Rozczochrał ręką włosy w bardzo seksownym geście. Ada podświadomie wiedziała, że Marisa stoi za wszystkim. - Uznaliśmy, że da się coś z tym zrobić... - Kontynuował z miną, jak gdyby coś przeskrobał. - A poza tym, chcieliśmy ci wynagrodzić jakoś ten hejt pod zdjęciami na naszych profilach - Wzruszył ramionami najwyraźniej niezwykle dumny z siebie. 
- Uznaliście...? - Ada uniosła pytająco brew. Michi zdjął kurtkę i rzucił ją na sofę.
- Gregor, Manuel, Andreas i ja. - Rzucił obojętnym tonem włączając TV. 
- Oni też zamierzają... - Urwała w połowie zdania słysząc pukanie. - Wpaść...?
    W drzwiach stali Manuel i Andreas. Szczerzyli się do dziewczyny trzymając w rękach po róży. Jednak jedno spojrzenie na blondynkę i oboje równocześnie rzucili:
- Dobrze się czujesz?
- Chora jesteś?
    Ada westchnęła zrezygnowana. Jeśli ktoś jej jeszcze raz powie, że faceci wolą naturalny wygląd, wyszoruje tą osobą podłogę.
- Wszystko w porządku, tylko zmyłam makijaż. - Odparła, próbując zachować dobrą minę do złej gry. 
- No to dzisiaj impreza przenosi się do Ciebie. - Manuel wziął dziewczynę w objęcia. - Jesteś dzisiaj naszą walentynką! - Cofnął się szczerząc się jak głupi do sera. Widząc, że dziewczyna nie podziela jego entuzjazmu, swoimi kciukami uniósł kąciki ust dziewczyny. - Uśmiechnij się, nawet nie wiesz jaką jesteś szczęściarą... - Odparł dodatkowo klepiąc ją po policzkach. Ada poczuła się jak dzieciak w przedszkolu. Nawet nie wiedziała, czy się śmiać czy płakać. Przybrała na twarz grymas w nadziei, że okaże się namiastką uśmiechu.
- Fettner... - Andreas szturchnął Manuela w żebra z diabelskim uśmieszkiem. - Może ona chciała być sam na sam z Michim... - Szepnął na tyle głośno, by usłyszała go również blondynka. Roześmiali się równocześnie, widząc iskierki złości i zawstydzenia w jej oczach.
- Do środka, ale już! - Złapała za ucho Andreasa-żartownisia i zdecydowanie pomogła mu pokonać próg jej tymczasowego mieszkania. 
    Dwójka ze śmiechem wpadła do pokoju robiąc bałagan samym rozbieraniem się z wierzchniego ubrania. Dziewczyna wiedziała, że ten wieczór może się skończyć w tylko jeden możliwy sposób - olbrzymim bólem głowy. 
   Już miała zamykać drzwi wejściowe, kiedy usłyszała znajomy krzyk.
- Jeszcze ja! Jeszcze ja! - Wyjrzała na korytarz z przestraszonym wyrazem twarzy. W jej stronę biegł Gregor, próbujący ukryć za połami kurtki butelkę czerwonego wina. Nie mogła powstrzymać uśmiechu wypełzającego na jej twarz. Otworzyła szerzej drzwi, by chłopak mógł się dosłownie wślizgnąć do środka. 
- Boże! Te norweskie fanki... - Grymas zniesmaczenia zagościł na jego twarzy. Postawił butelkę obok reszty rzeczy przyniesionych przez chłopaków. Ada szybko zamknęła drzwi bojąc się, że jakieś niewiasty będą próbowały wpaść do jej tymczasowego mieszkania. Wyjrzała dodatkowo przez oko judasza upewniając się, że nikt nie będzie próbował się włamać.
- Nie dają ci żyć? - Odezwał się Michi z kanapy. Ada dostrzegła, że zdążyli się już rozgościć. 
- To nie jest śmieszne, Michael. - Gregor zrobił minę obrażonej divy, powodując śmiech u wszystkich zebranych w pomieszczeniu. - One mnie kiedyś wykończą... - Westchnął ciężko, udając się w stronę chłopaków, którzy już kłócili się o wybór filmu.
   Ada stała na środku pokoju z różami i misiem w rękach. Patrzyła bez słowa na scenę przed nią, nie mogąc powstrzymać natrętnych myśli. 
   Skoczkowie przecież znikną z jej życia tak szybko, jak się pojawili. Może żyła teraz w oderwanym od swojej rzeczywistości świecie, ale w głębi serca odczuwała strach przed momentem, kiedy będzie musiała zejść na ziemię. Po prostu wiedziała, że będzie boleć. 
   Próbowała oczyścić umysł, by móc cieszyć się tą chwilą. Zostawiła sprzeczających się skoczków i udała się do sypialni odłożyć prezenty. Patrzyła jeszcze chwilę na słodką przytulankę, kiedy usłyszała za sobą kroki. 
- Słuchaj, Ada... - Zdziwiona, zobaczyła w progu Gregora. - Ty to może chora jesteś? Bo tak jakoś niewyraźnie wyglądasz...


- Ejj! To jakaś ściema! On nie powinien przegrać! - Odezwał się Manuel, który siedział obok Ady na sofie.

   Po długiej kłótni, w którą włączyła się również dziewczyna, poszli na kompromis. "Wojownik" to męskie kino, jednak Tom Hardy w szczytowej formie kupił również jedyną przedstawicielkę płci pięknej w towarzystwie. 
- To tylko film, Fettner. A poza tym, mówiłam, żeby obejrzeć Incepcję... - Ada bawiła się swoim pustym kieliszkiem. Co prawda wciąż miała przed oczami cudowne mięśnie Hardy'ego i jego seksowną grę aktorską, jednak właśnie przez aktora nie mogła do końca skupić się na fabule filmu. Nie mówiąc już, o wypitym winie...
- Którą oglądaliśmy jakieś piętnaście tysięcy razy. - Dodał Manuel, na co Ada tylko wzruszyła ramionami. Ona i tak obejrzała film kilka razy więcej niż reszta chłopaków. Ale po co się przyznawać?
- Michi, to kiedy wyprawiasz urodziny? - Rzucił ze swojego miejsca na podłodze Andreas. Ada widziała, jak przespał połowę filmu i zmartwychwstał tuż przed napisami końcowymi.
- Tylko imprezy wam w głowach... - Blondyn znów siedział na podłodze obok Ady. Widziała, że jako jedyny uważnie oglądał film. Nie to, że go obserwowała, kiedy Tom Hardy znikał z ekranu, czy coś.
- Hej! Nie codziennie kończy się dwadzieścia pięć lat! - Odezwał się do tej pory cichy Gregor. Na chwilę oderwał się od swojego smartphona. Ada mogła stwierdzić, że jest uzależniony od tego urządzenia.
- Nie wiem, pożyjemy, zobaczymy... - Z nieodgadnioną miną porwał ze stolika laptopa odłączając go od telewizora. Jego przyjaciele spojrzeli na siebie porozumiewawczym wzrokiem. Dziewczyna wiedziała, że coś szykują. 
    Próbowała poprawić się na swoim miejscu, ziewając głośno. Była naprawdę senna od jakiejś godziny. Spojrzała na cztery puste butelki po winie, leżące pod stolikiem. Jak na nią, nie wypiła dużo, jednak w głowie miała karuzelę, a myśli rozbiegały się co chwila w dziwnych kierunkach. Szczególnie, kiedy przypadkowo jej dłonie spotykały się z włosami lub innymi częściami ciała blondyna. Tłumaczyła to sobie drwiącymi sobie z nią hormonami. 
Zasypiając, słyszała strzępki rozmów chłopaków. 
- O patrzcie... Ada odpłynęła... - Poczuła niewielkie ukłucie niepokoju, słysząc nie wróżący nic dobrego szept Fettnera. Jednak później zobaczyła uśmiechającego się do niej Hardy'ego i pognała w jego stronę odrywając się od rzeczywistości.

Michael


- O patrzcie... Ada odpłynęła... - Usłyszał głos Manuela, kiedy minęły pierwsze pięć minut "Kodu Nieśmiertelności". Odwrócił głowę w prawą stronę i zobaczył rozluźnione rysy twarzy Polki. Uśmiechnął się widząc, że zniknął grymas zmartwienia praktycznie cały czas obecny na jej twarzy. Pewnie sama nie zdawała sobie z tego sprawy, ale on sam był dobrym obserwatorem. 

   Wyglądała teraz wyjątkowo spokojnie i bezbronnie. Miała leciutko rozchylone usta. Zorientował się, że to jej oddech łaskotał mu ucho przez ostatnie minuty. Miał ochotę ich dotknąć, by sprawdzić, czy w rzeczywistości są tak miękkie i delikatne na jakie wyglądają.
    Przełknął głośno ślinę, czując na sobie spojrzenia kolegów. Odwrócił szybko wzrok w poszukiwaniu jakiegoś koca.
- Macie jakiś marker, czy coś? - Manuel rozglądał się po pomieszczeniu z diabelskim uśmiechem. Pozostali szybko podłapali jego tok myślenia i również rozpoczęli poszukiwania. Michael jednak zaprotestował, wstając ze swojego miejsca.
- Dajcie spokój, cofnęliście się w rozwoju, czy jak? - Zapytał. 
- Oj Michi, na żartach się nie znasz? - Andreas poklepał go po ramieniu trzymając w ręce różowy flamaster. 
    Hayboeck wywrócił oczami.
- Zachowajcie te żarty dla siebie, jakoś Marisie nigdy nie robiliście takich numerów... - Zaczął blondyn utrudniając dostęp do dziewczyny.
- Marisa jest dziewczyną Stefana... - Odezwał się Manuel. - A poza tym pewnie by nas wykastrowała. Ona nie zna się na żartach. - Wysunął do przodu dolną wargę. - Ada wydaje się równym gościem... - Uśmiechnął się, widząc jak koledzy mu przytakują.
   "Boże, z kim ja żyję..." pomyślał blondyn.
- Przecież to jest kobieta... - Powiedział Michael wskazując na niczego nie świadomą, śpiącą Adę. Trzy pary oczu spojrzały na niego beznamiętnie.
- No i? - Powiedzieli równocześnie chórem.
   Michael bez słowa podniósł dziewczynę i przeniósł do bezpiecznej sypialni. Odprowadzały go obrażone spojrzenia kolegów. Usłyszał również niezrozumiałe mamrotanie śpiącej Ady w obcym języku.
- Cii... śpij. - Szepnął, układając ją na łóżku.
- Mhmm... - Wtuliła się do poduszki. Otwarła na chwilę zaspane, spuchnięte oczy i spojrzała na niego z uśmiechem. Poczuł, jakby uderzyła go wysoka fala, zwalając go z nóg. Odwzajemnił uśmiech kucając obok łóżka. 
   Ada była naprawdę niezwykłą, małą istotką. Jej zaspane spojrzenie zmiękczyło jego serce. Jak to możliwe, skoro znał ją tak krótko? Nie miał zielonego pojęcia, jednak nie mógł odwrócić wzroku. Niestety, po kilku sekundach zamknęła oczy, znów odpływając.
- Kolorowych snów, śpioszku... - Złożył delikatny pocałunek na jej czole i wstał nie patrząc na nią. Z całej siły próbował nie dopuścić do rozprzestrzenia się ciepła, które tak gwałtownie zagościło w jego sercu. Zamknął drzwi do sypialni, wciągając głośno powietrze. Nie mógł pozwolić sobie w tym sezonie na żadne rozproszenie. 
    Dostrzegł kolegów, rozwalonych w różnych pozycjach na sofie i częściowo na podłodze. Klasnął w dłonie, powodując ich podrygiwanie w miejscu.
- Dobra chłopaki, jesteście wstawieni, wracajcie do siebie! - Pomógł wstać każdemu i podał im kurtki. Ci zaczęli się ubierać w ślimaczym tempie.
- Też byś był, gdybyś nie odpadł po pierwszej butelce... - Wtrącił Gregor wiążący nieudolnie buty.
- Ktoś musiał być trzeźwy... - Skomentował wyłączając telewizor. 
- No tak, odpowiedzialny i idealny jak zwykle... - Zaśmiał się pod nosem Schlieri. Michael posłał mu zdziwione spojrzenie.
- Że co? - Ruszył w stronę kolegi, jednak powstrzymał go Andreas. 
- Weź go nie słuchaj, wypił najwięcej... - Wzruszył ramionami. Hayboeck wpatrywał się w Gregora ze zdenerwowaniem. Ten tylko się zaśmiał.
- Tak! Jestem pijany! - Krzyknął, wstając z sofy. 
- Nie drzyj się tak, idioto... - Rzucił Michael, czując jeszcze większy przypływ złości. Nie wiedział, co dzieje się z Gregorem, jednak nie podobało mu się to ani trochę.
- Się robi, szefie... - Zasalutował teatralnie i ruszył w kierunku wyjścia. - Upojnej nocy życzę... - Rzucił wychodząc. 
   Nie zaśmiał się nikt. Blondyn patrzył tylko w osłupieniu na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Schlierenzauer, niezdolny wypowiedzieć ani słowa.
- Nie obrażaj się na niego, Michi... - Manuel poklepał go po ramieniu.- Odkąd zerwał z Sandrą, zachowuje się, jakby go coś ugryzło.
- Mhmm... - Wydusił, kiwając głową.
- No to...  trzymaj się. - Rzucił jeszcze Manuel wychodząc razem z Andreasem.
- Do jutra. - Odpowiedział zamykając za nimi drzwi. 
   Prawdą było, że Gregor czasem łapał właśnie takie fazy, będąc nieznośnym dla reszty świata. Jednak Michael nigdy nie odczuł jego humorków tak dosadnie, jak przed chwilą. Chciał porozmawiać z przyjacielem, jednak musiał odczekać, aż ochłonie.
   Rozejrzał się po pokoju. Wszędzie były obecne papiery, kieliszki lub puste butelki. Postanowił zająć myśli sprzątaniem. W końcu nabałaganili jak najgorsza hołota.
   Kiedy skończył, nie marzył o niczym innym, prócz kilku godzin snu. Wziął ekspresowy prysznic i ułożył się na niewielkiej sofie. Nie chciał skorzystać z wolnego łóżka w pokoju obok. Wiedział, że widok Ady metr od niego nie pozwoli mu szybko zasnąć. Przykrył się więc kołdrą i próbował znaleźć wygodną pozycję na kanapie. Nie miał pojęcia jak Adzie udało się tu usnąć. Męczył się jeszcze dobre pół godziny, jednak w końcu zmęczenie wygrało i mógł wreszcie odpłynąć.



~~~~


Czołem!

Z góry przepraszam za zaległości na Waszych blogach! Postaram się nadrobić je jak najszybciej :)
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tu zagląda, chociaż sezon już dawno za nami. Chociaż po wyświetleniach na obydwu blogach, widzę że zainteresowanie spada. No ale to naturalne, chociaż tęsknię za skocznymi weekendami...:(
Strasznie długo pisałam ten rozdział i z drugiej części nie jestem specjalnie zadowolona. 
No dobra, to zapraszam do czytania i komentowania! :)
P.S 
Kiedy ktoś zostawi przed Tobą słodycze....